Siedzę sobie spokojnie w salonie i przygotowuję faktury dla księgowej, a tu zaczyna migać światło w suficie podwieszanym i dostaję pilnego maila…

Mail jest od mojej pralki, stojącej sobie spokojnie w łazience. W treści tylko dwa słowa: “Pranie skończone”. Dwa słowa, a jak ważne w tym momencie dla mnie… Bo byłbym wybiegł z domu zostawiając mokre pranie w zamkniętej pralce. Już kilka razy zdarzyło mi się to zrobić. Oprócz straty prądu i czasu na ponowne pranie, na ubraniach, a szczególnie sportowych, pozostaje mimo wszystko pewien zapach, którego nie zabije do końca zmiękczacz, a dopiero wietrzenie i kolejne prania. Ze względu na wysoką wilgotność i ciepło panujące w takiej praleczce, pranie potrafi nieźle zatęchnąć kiedy kilka godzin pozostanie w zamknięciu.

Dlatego tak bardzo cenię sobie te drobne ułatwienia, które umilają codzienne czynności. Bo co prawda mogłem pamiętać o tym żeby od razu po rozpoczęciu prania przykleić kartkę na drzwiach. Potem przeczytać ją jeszcze przed wyjściem i ściągać buty i kurtkę żeby wrócić do łazienki i rozwiesić pranie. Ale ten lapidarny e-list od mojej pralki pozwolił mi oderwać się na chwilę od tak pasjonującego zajęcia jak sortowanie wydatków z zeszłego miesiąca i wyciągnąć nasze snowboardowe ubrania kiedy pachną jeszcze świeżością.

Przygotowanie takiej notyfikacji jest proste jeśli posiada się centralkę zarządzającą mieszkaniem, ale muszę jeszcze dopracować skrypt, bo pierwsza wersja upierdliwie co minutę przysyła mi maile dopóki nie wyciągnę prania… chyba przesadziłem z nieufnością do siebie 😉