Przez lata doświadczeń i eksperymentów z nowinkami technologicznymi, które wpływają na życie domowników odkryłem że najważniejszym współczynnikiem który powinien być brany pod uwagę jest WAF, czyli Wife Acceptance Factor, a po polsku “Współczynnik Żoninej Akceptacji”. Czasem rozwiązanie wydaje nam się bardzo ciekawe i pomocne, ale nie przechodzi ono testu użytkowników, bo za bardzo wpływa na codzienne życie albo zmianę codziennych przyzwyczajeń.

Dlatego właśnie sporo lat i eksperymentów, często nieudanych przeprowadzamy, nieładnie mówiąc, na własnych rodzinach, które mają już pewną tolerancję na nowinkowego geeka w domu, ale jasno artykułują kiedy rozwiązanie im się nie podoba i nie akceptują go. Wiele “fajnych” gadżetów musiałem zlikwidować albo przerobić, bo powodowały spięcia nie elektryczne, ale rodzinne, które są dużo bardziej niebezpieczne dla życia niż napięcie sieciowe.

Tak na przykład skończyły swój żywot dotykowe wyłączniki światła, które wydawały się bardzo dobrym rozwiązaniem, ale jesteśmy tak mocno przyzwyczajeni do przyciskania fizycznego przycisku, który można po omacku znaleźć w ciemnym pokoju, nie martwiąc się czy trafię w odpowiednie miejsce, że przyciski dotykowe powodowały wyłącznie irytację a nie poprawiały komfortu życia. Był to jednorazowy eksperyment i pozwoliłem dzieciom potestować i dałem im szansę wyrazić swoją opinię, zanim zdecydowałem się na wdrożenie tego rozwiązania gdziekolwiek.

Teraz wyłącznik jest zamontowany przy balkonie, bo tam spisuje się świetnie. Zwykle nie wiedzieliśmy kiedy ktoś zapalił przypadkiem światło na balkonie i zdarzało się że przez cały dzień, albo dwa światło paliło się tam niepotrzebnie. To samo obserwuję w wielu mieszkaniach na naszym osiedlu, bo w ciągu dnia nie widzimy lampy balkonowej, a tracimy niepotrzebnie energię elektryczną. A obecnie delikatna lampka w przycisku dotykowym sygnalizuje że balkonowe światło wciąż się pali. Dodatkowo podłączyłem ten wyłącznik do systemu sterowania światłem w domu, więc nawet jeśli przeoczymy zapalone światło, to jest ono automatycznie gaszone kiedy wychodzimy z domu i gaszę wszystkie światła centralnym wyłącznikiem.

Przez lata doświadczeń i obserwacji nauczyłem się że pewne rozwiązania nie będą przyjęte, a zbytni poziom skomplikowania jest odrzucany i rozwiązanie może zostać smutno tkwiącą na ścianie czy w szafie pamiątką nieudanego “usprawnienia”.

Dużo czytam, aby ciągle poszerzać swoją wiedzę i uczyć się zarówno o technologiach jak i o zachowaniach społecznych i charakterach ludzi. Dlatego kiedy w świetnej książce “Dizajn na codzień” napotkałem na zdanie

“ładne rzeczy działają lepiej”


Don Norman – “Dizajn na codzień”

, stwierdziłem że będzie to mottem moich działań w firmie. Intuicyjnie zawsze to wiedziałem, bo każdy czuje że ma większą tolerancję dla rzeczy ładnych, ale takie nazwanie wprost tego elementu pozwoliło mi na świadome ukierunkowanie moich działań na tworzenie rzeczy ładnych i funkcjonalnych zarazem, na dobór produktów które nie tylko działają najlepiej, ale które też są ładne i można postawić je w salonie czy powiesić w kuchni, w której przecież spędzamy najwięcej czasu. Cena ma znaczenie na początku, ale zwykle inwestycja w sprzęt ładniejszy zwraca się pośrednio w ciągu lat jego używania – kiedy codziennie musimy patrzeć na wyłącznik światła, albo włączać czajnik, kiedy codziennie kątem oka widzimy drukarkę w salonie, który na kilka godzin zamienia się w domowe biuro, możemy albo czuć zadowolenie i satysfakcję, albo nasz humor psuje się na długie godziny, bo żałujemy dokonanego wyboru, który nam “zgrzyta”, jest dysonansem w domowej harmonii. A nasze samopoczucie w bezpośredni sposób przekłada się na motywację do działania, do pracy, na wyniki w pracy i relacje z klientami. No i co najważniejsze – na relacje z rodziną.

Nie na darmo nasi przodkowie starali się zawsze upiększać swoje siedziby. Zaczęli od malowania nierównych ścian jaskiń, potem skupiali się na tym żeby kamień do obrabiania skór był w ergonomicznym kształcie. Dobierali jagodowe barwniki do upiększenia swoich ubrań, bo kolorowo ubrane kobiety czy mężczyźni nie tylko wyglądali ładniej, ale i też lepiej się czuli w swoim towarzystwie. Potem odkryliśmy że harmonijne kształty budowli czy przedmiotów poprawiają nam humor, więc zaczęliśmy budować i konstruować miecze i kądziele które były zarówno funkcjonalne, jak i posiadały piękne zdobienia.

Nie odeszliśmy dalego od naszych przodków – teraz nawet bardziej zwracamy uwagę na wygląd rzeczy, bo mamy ku temu techniczne możliwości. Drukarki 3D pozwalają na prawie dowolne ukształtowanie formy, przygotowanie prototypów które się podobają. Nowe tworzywa pozwalają na tworzenie konstrukcji, które były niemożliwe do zrealizowania jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

A zatem wracamy tu do WAF. Bo to zwykle kobiety są bardziej wrażliwe na piękno, one decydują o wyglądzie domu, doborze dodatków i ozdób. Wynika to z naszej natury i jest czymś pięknym, bo możemy z tego korzystać na codzień czując się coraz lepiej w swoim otoczeniu. Dlatego warto pamiętać o tym inwestując w nowe rozwiązania i dobierać takie, które są inwestycją w nasze emocje i samopoczucie na wiele lat, a nie tylko zadowalają ceną.

Bo syndrom najniższej ceny to zmora firm państwowych. Wszyscy słyszymy co rusz o przetargach państwowych, gdzie głównym czynnikiem wyboru jest cena, a potem okazuje się że system działa bardzo źle, albo jest tak nieergonomiczny, że nikt go nie chce używać. Albo trzeba się borykać z naprawami i gwarancją zamiast cieszyć się życiem i koncentrować na przyjemnościach i pracy.

Bardzo ważne jest aby nowoczesne rozwiązania były “niewidzialne”, ułatwiały życie zamiast dokładać kolejnych czynności. Dlatego stworzenie takiego rozwiązania nie jest proste, wymaga doświadczenia, eksperymentowania i znajomości tematu. A także znajomości przyzwyczajeń użytkowników. Te muszą być zbadane na etapie przygotowania projektu, poprzez rozmowy, wywiady i obserwacje. Nie jest to prosty proces i wymaga sporo czasu i zaangażowania. Dlatego nie można dać się zwieść obietnicom, że “zainstalujemy i będzie pan zadowolony”. Bo to zwykle nie działa, albo działa źle. Szczególnie w przypadku integracji wielu różnych elementów, które muszą ze sobą bezboleśnie współpracować. Bo WAF bardzo maleje jeśli domownik nie może sobie samodzielnie zgasić światła, albo nagle włącza się jakieś urządzenie. Albo co gorsza, kiedy naciśnięcie przycisku pozornie nie wywołuje żadnej reakcji. Dlatego warto skupić się na rozwiązaniach przetestowanych już przez kogoś, zamiast ryzykować zniechęcenie i bunt przy wdrożeniu funkcji, które zniechęcą przy pierwszym użyciu. Które są skomplikowane, wymagają dodatkowych czynności, albo pamiętania jeszcze o czymś, czego się do tej pory nigdy w życiu nie robiło. Chodzi bardziej o to żeby eliminować czynności niepotrzebne, które były robione bo inaczej się nie dało, albo dokładaniu automatycznych funkcji które zwiększają komfort życia i zadowolenie.

Bardzo znamienne były słowa które usłyszałem, kiedy chciałem zamontować zawór zabezpieczający pralkę przed zalaniem. Usłyszałem wtedy “nie dotykaj mojej pralki!”. No więc zawór musiałem zamontować tak aby nie ingerował w codzienne czynności. Proces skonfigurować tak, aby dodawał wartość a nie zmieniał funkcji, do których byliśmy wszyscy przyzwyczajeni od lat. Teraz wszystko działa jak zawsze, ale dodatkowo cieszymy się spokojem, że pralka może prać kiedy nikogo nie ma w domu, a nie boimy się że parkiet zostanie zalany. Dostaję niezobowiązującego maila że pranie skończone, a nie atakuje mnie natarczywy sygnał. Może w następnym etapie pomyślę o tym, aby wiadomość przychodziła na jeden z moich komunikatorów, bo obecnie częściej korzystamy z komunikatorów internetowych niż z maila. Albo zrobię panel przy wyjściu, który będzie pokazywał czy możemy wyjść z domu spokojnie, czy zostało nam jeszcze coś do zrobienia zanim będziemy mogli cieszyć się czasem na wyjeździe.

Przygoda z inteligentnymi rozwiązaniami dopiero się zaczyna, kiedy wdrożymy pierwsze z nich, zobaczymy że działa. Potem zaczynamy mieć ochotę rozwijać i dokładać kolejne. Jest to możliwe przy obecnych technologiach w każdym momencie, w istniejącym mieszkaniu czy domu, nie musi być robione na etapie inwestycji ale także i później, kiedy już wiemy czego chcemy i jak nam się mieszka na codzień.